poniedziałek, 22 grudnia 2014

MAC ELECTRIC COOL EYESHADOW PURE FLASH!

Ojoj chyba trochę mnie tu nie było. No ale cóż nie można mi się dziwić. Na dworze panuje nadal aura idealna do prowadzenia stylu życia leniuchusa, który zresztą w ostatnim poście Wam opisałam (ciekawe kto przeczytał). Chociaż ostatnio udało się domownikom zachęcić mnie do paru wyjść poza obręb mojego legowiska. No ale to było parę wyjątków od reguły. Plaga lenistwa ostatecznego  dosięgnęła nawet ranne przygotowywanie się do wyjścia do ludzi. Cienie do powiek ze smutkiem patrzą gdy sięgam do kuferka  tylko po tusz do rzęs i cienie do brwi. Moje kolorowe biedactwa... Chociaż jest taki jeden szczęśliwiec, który prawie codziennie może się cieszyć moją uwagą. I dzisiaj właśnie chce wam pokazać tego wybrańca.

I tym wybrańcem jest kremowy cień Pure flash!, który jest dzieckiem MAC z kolekcji Novel Romance. Trafił on w moje kucykowe kopytka we wrześniu i od tego czasu był używany baaardzo często. Prawie codziennie. Był przetestowany w wieelu różnych ekstremalnych warunkach. Możecie mi wierzyć, że nie miał lekko.



Zacznę od konsystencji cienia. Tak jak pisałam wyżej i jak widać jest to cień kremowy i macając go czuje się jakbym dotykała masełko. Ale nie takie ble fu tłuste masło tylko takie mięciutkie, delikatne niebiańskie masełko *_* Dzięki właśnie tej konsystencji cień bezproblemowo aplikuje się na powiekę. Jednak najlepiej robić to palcem, pędzel w tym wypadku kompletnie się nie sprawdzi. Dla mnie jest to ogromny plus, bo rano wystarczy, że nałożę cień na środek powieki, maskara na  rzęsy i makijaż oka skończony! Ostatnio używam go także do rozświetlenia wewnętrznego kącika oka żeby nie wyglądać jak zombi.

mac electric cool eyeshadow pure flash!, mac pure flash! swatches, mac nover romance, mac electric cool eyeshadow  recenzja,

I teraz coś co powoduje że ten o to kosmetyk ląduje na zaszczytnej liście moich najlepszych cieni! Wow gratulacje!  Owacje na stojąco proszę! A trafia tam zaaaa...Trwałość! Czy to impreza czy cały dzień poza domem, podróż itp itd przetrwa wszystko. Skubany trzyma się powieki tak dobrze, że tylko mleczko do demakijażu jest wstanie go pokonać.


 No i? No i on jest po prostu piękny! I jako solista i w duecie innych cieni wygląda c-u-d-o-w-n-i-e.  Gdy dopadnie mnie brak weny (czyli totalny brak aktywności szarych komórek) i muszę iść na imprezę wystarczy cieniowanie brązami plus on na ruchomej powiece i voilà!
 Zastanawiam się jaki on ma właściwie kolor.  Na ich nazwach się kompletnie nie znam (wow czy ja jestem kobietą?) dlatego  interpretacje zostawiam wam. Nieważne jak się nazywa, wystarczy, że jest ładny, nie?

Podsumowując, ten kto stworzył to świecące cudeńko na pewno myślał o gatunku leniuchusie. Ten cień jest to obowiązkowym mieszkańcem kuferka przedstawicielek tego gatunku.


A tak cień prezentuje się w makijażu dziennym gdy uda mi się wcześniej wstać i gdy jakimś cudem chce mi się namalować kreskę. Zdjęcie zrobiłam dopiero wieczorem i jak widać makijaż nadal świetnie się trzyma :)

Macie ten lub inny cień z tej kolekcji? I jak wam się podoba?
Pierogi ulepione?

8 komentarzy:

  1. Śliczny, pięknie się mieni :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pięknie wygląda na powiece :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wygląda genialnie. Błysk i trwałość która niesamowicie mnie zachęca.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem zachwycona efektem:) Z Maca planuję na początek kupić korektor pod oczy. Mam nadzieję, że się sprawdzi.

    OdpowiedzUsuń
  5. W realu to dopiero pewnie się mieni, śliczny kolor, taki podobny do naked lunch.

    OdpowiedzUsuń